Uniwersalna malina – moja przygoda z Raspberry PI

By | Styczeń 27, 2016

Siedzisz zamknięta w białej obudowie zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Bardzo często patrzę sobie na ciebie i wtedy nachodzi mnie myśl, ile zawdzięczamy ludziom takim jak Steve Wozniak, ludziom, którzy nie wiedzieli, że czegoś nie da się zrobić i po prostu to robili.

Dzisiaj chciałbym napisać o Tobie kilka słów, które będą dobrym wstępem nowego działu tutaj – Malino, czy zechcesz być główną bohaterką kategorii Raspberry PI? Myślę, że radosne migotanie zieloną diodą jest twoją zgodą i będę pisał jakby tak właśnie było  🙂

Kiedy jestem w pracy, jesteś moją bramą do sieci, a kiedy jestem w domu to dajesz mi możliwość zanurzenia się w nostalgii, powrócić po raz kolejny do czasów dzieciństwa, dokładnie tak samo jak Acer, który wciąż czeka na zasilacz.

Kiedy chcę zobaczyć co u Ciebie to po prostu loguję się do Ciebie przez SSH i widzę, z jakim uporem walczysz z trudnym, internetowym losem. Raspbian będący w twojej pamięci w pełni wykorzystuje Twoje możliwości i zwiększa je wielokrotnie. Pamiętaj, że jak się pokłócicie to możesz mi o tym powiedzieć – fajnie byłoby, żebyście się dogadywali, jak pisałem już kiedyś. Zawsze możesz poznać się z Windowsem, który tylko na to czeka – ale jak się pobawimy nim trochę to się podzielimy opinią ze światem 😉

Miniaturowy komputer o olbrzymich możliwościach – tylko Raspberry PI.

Bardzo podoba mi się w tobie to, że całe twoje oprogramowanie uruchamia się z karty pamięci, dzięki czemu mogę zmienić Twoje przeznaczenie w ciągu 10 sekund i powiedzieć ci, od teraz serwujesz mi gry, a Ty bez słowa ładujesz RetroPie i pozwalasz mi na zabawę z tymi wszystkimi grami z Dosa, Pegazusa, SNES’a, Commodore 64 czy PlayStation. Po skończonej zabawie mówię do Ciebie – czas się pouczyć programować, zmieniam kartę pamięci i już mam w swojej dyspozycji całą twoją moc, aby  uruchomić Pythona i stworzyć kolejny termometr, który mogę przeczytać z poziomu telefonu czy zobaczyć sobie, czy mój Aloes ma wystarczająco dużo wody 🙂

Oprócz tego zawsze służysz mi jako serwer WWW, gdzie Apache wraz z PHP i MySQL’em dbają o to, bym zawsze mógł sprawdzić na przykład swój kalendarz czy pobrać z dysku potrzebny mi plik, którego akurat zapomniałem zabrać.

Raspberry PI w akcji

Raspberry PI w akcji

Raspberry PI, jesteś też świetna w innej roli, do której notorycznie cię wykorzystuję. Dzięki OpenVPN’owi pozwalasz mi omijać różne blokady sieci i w bezpieczniejszy sposób korzystać z Internetu, na przykład kiedy korzystam z publicznej sieci Wi-Fi.

Twoje 4 porty USB pozwalają podłączyć kilka urządzeń choć czasem okazuje się, że za dużo ich powoduje, że przestajesz działać dobrze. Na szczęście twoi projektanci pomyśleli nad tym i można poprzez edycję pliku konfiguracyjnego w twojej małej głowie sprawia, że chętniej dzielisz się prądem 🙂

Każdego dnia odkrywam kolejne możliwości, które oferujesz i mam cichą nadzieję, że będziesz to robić przez cały swój żywot. Na szczęście na całym świecie są ludzie, którzy wymyślają dla ciebie nowe zastosowania i chcą byś się rozwijała. Robisz to z największą radością jaką można sobie tylko wyobrazić 🙂

To jest pierwszy post z dłuższej serii poświęconej Raspberry PI. Jeżeli masz jakiś pomysł, o czym mam napisać, jaki projekt zrealizować z wykorzystaniem Maliny.

Stay tuned.