Czy netbooki rzeczywiście przegrały?

By | Luty 14, 2016

Netbooki. Małe, tanie, przenośne komputery o długim czasie pracy na baterii służące z nazwy do pracy z Internetem, konsumpcji treści, ale również do prostych prac biurowych. Producenci wiedzieli, że ludzie chętnie kupią małe komputerki, gotowe do pracy w kilka sekund.

Mały komputer, na którym można zrobić dużo

Choć o pierwszych miniaturowych komputerach mówiono już w latach 90. to jednak Asus jako pierwszy zdefiniował pojęcie netbooka, a w zasadzie netBooka we wrześniu 2007 roku pokazując światu model EeePC 700. Ten malutki, 7-calowy komputerek, posiadający ledwie 900 megahercowy procesor  i 512 MB pamięci RAM zdefiniował zupełnie nowy standard.

Był absolutnym hitem sprzedażowym, ze względu na to, że można było wsadzić go do kieszeni, włączyć w autobusie i popracować. Komputer początkowo sprzedawany z Linux’em, kilka miesięcy po premierze dorobił się wersji z systemem Windows XP, w tamtym okresie jedynym słusznym systemem operacyjnym.

Sukces jaki odniósł ten komputer sprawił, że inni producenci podłapali pomysł miniaturowych laptopów i wkrótce mieliśmy do czynienia z zatrzęsieniem producentów na rynku. Swoje małe komputerki mieli w swojej ofercie Asus, Dell, MSI, Toshiba, Acer, HP, Apple – praktycznie każdy liczący się producent w branży. O ile początkowo Netbooki miały ok. 7 cali, to wkrótce standardem stały się modele o przekątnej 10 cali.

Czy ten sukces był aż tak spektakularny? W ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy, pod koniec 2008 roku udział netbooków w rynku stanowił już 20% wszystkich laptopów.

Netbooki w tamtym okresie miały już usystematyzowaną definicję – umieściłem ją na początku wpisu.

Technologiczny rozwój netbooków również miał miejsce. Komputery miały coraz więcej pamięci RAM, coraz większe dyski twarde, wielordzeniowe procesory, modemy do łączenia z Internetem.

Nawet Microsoft przyłożył się do rozwoju netbooków (choć w mojej opinii właśnie w ten sposób one zginęły). Kultowy Windows XP został zastąpiony okrojoną wersją Windowsa 7, mianowicie edycją Starter. System ten niestety zwiększył wymagania co do mocy obliczeniowej małych komputerków. Ale i tak Netbooki straciły najwięcej na tym jednym urządzeniu, danym światu przez Steve’a Jobsa…

iPad, czyli jak jabłko zabiło netbooka

3 kwietnia 2010 roku to kolejna data, która zrewolucjonizowała świat. iPad, czyli 10 calowy tablet umożliwiający konsumpcję treści od momentu swojego pojawienia się niósł nowe możliwości. Nie był to pierwszy tablet w historii, gdyż wcześniej różni producenci pracowali nad urządzeniami z ekranami dotykowymi.

Czym wyróżniał się iPad? Przede wszystkim był emejzing, bo stworzony przez Apple. System operacyjny dopasowany w pełni do obsługi palcem (świat PC musiał czekać na Windows 8). Nie miał klawiatury, służył głównie do konsumpcji treści. Bateria trzymała dłużej niż w tanim netbooku, można było niemal dotknąć treści, był poręczniejszy bo nie miał klawiatury, która w niektórych zastosowaniach tylko przeszkadzała.

Podobnie jak w przypadku netbooków, także i tutaj, w przypadku tabletów inni producenci bardzo szybko złapali bakcyla i zaczęli pokazywać światu swoje konstrukcje. Na rynku bardzo szybko pojawiły się konstrukcje bardzo zbliżone wyglądem do tabletu z jabłkiem, posiadające jednak dużo słabszy procesor VIA (sam byłem posiadaczem takiego tabletu).

Konstrukcje konkurencji, oprócz dużo niższej wydajności miały jeszcze jeden problem, którego pozbawiony był iPad – system operacyjny. O ile iOS nadawał się na tablet co najmniej dobrze, to Android przed wersją 4 był szczerze mówiąc nieużyteczny. Google co prawda wypuścił Androida 3.0 Honeycomb przeznaczonego tylko na tablety, lecz z tego co pamiętam to miał on sporo problemów z kompatybilnością z aplikacjami.

Tablety też musiały przejść długą drogę ewolucji, aby korzystanie z nich nie było mordęgą, a przyjemnością. Teraz nawet najtańsze modele działają płynnie, o ile producent nie zasypie Androida różnymi dziwnymi rzeczami 🙂

Microsoft na rynku tabletów nie istniał aż do 2012 roku, co sprawiło że stracili olbrzymią część rynku, czego nie udało się odbudować aż do momentu zmiany sterów w firmie i rozdawanie producentom sprzętu darmowych licencji na urządzenia <8.9 cala.

Ultrabook==netbook?

Netbooki miały klawiaturę, na której można było pisać. Tablety mają klawiatury ekranowe, no ale nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie. Producenci sprzętu jak i firmy trzecie zaczęły więc produkować klawiatury, myszy i inne urządzenia upraszczające korzystanie z tabletów.

Zauważono, że część użytkowników potrzebuje coś więcej niż tylko ekranu dotykowego do pracy. Coraz więcej firm zaczęło więc produkować urządzenia konwertowalne, tablety 2w1, czyli połączenie ekranu dotykowego z normalnym netbookiem. Przykładem 1 generacji takiego urządzenia jest HP Pavilion X360 (niedługo więcej o nim, bo mój egzemplarz wraca do żywych).

Intel dołożył cegiełkę do powrotu netbooków, a raczej definiował nową klasę urządzeń zwaną ultrabookami. Żeby jakiś komputer mógł zostać ultrabookiem, musi spełnić szereg określonych kryteriów takich jak:

  • niewielka waga – max. 1,6 kg netto, 2 kg brutto
  • niewielka grubość – max. 21 mm, 23 mm grubości – pod warunkiem, że będą konwertowalne i umożliwią przekręcenie ekranu w tryb tabletu lub całkowite jego zdjęcie
  • długa żywotność akumulatora i czas pracy min. 5 godzin, 9 godzin dla 3 fazy (2013 rok)
  • cena maks. 2000 USD,
  • opcjonalnie ekran dotykowy
  • atrakcyjny design.

Założenia te mają być spełnione z jednoczesnym utrzymaniem akceptowalnej wydajności ultrabooków w porównaniu do większych urządzeń i z zachowaniem pewnych cech zbieżnych z tabletami – np. szybkie (2-6 sekund) wychodzenie z trybu uśpienia/hibernacji i bardzo szybkie dochodzenie do stanu pełnej gotowości do pracy. W zasadzie nakładają się one z cechami netbooków które kiedyś były dostępne w sprzedaży.

Podsumowując, netbooki w zmienionej, konwertowalnej formie przetrwały rewolucję i swoje czasy i dla ludzi, którzy tworzą kontent a nie tylko go konsumują, zawsze będą lepszym rozwiązaniem niż tablet.